Google+ Followers

czwartek, 10 stycznia 2013

Małe lotnictwo dla każdego


Uwaga dla czytających ten blog: To jest autentyczne zdarzenie opisane przez człowieka który wszystko to przeżył, jeśli szukasz taniej sensacji to tutaj jej nie ma. W dalszym ciągu mam nadzieję że w miarę swoich możliwości zastanowisz się nad pomocą człowiekowi który ten blog napisał.Dzisiaj mam już 60 lat i już się nie nadaję do żadnej pracy.Dlatego proszę Was wszystkich o pomoc, często na forach internetowych wszyscy są tacy mądrzy a jakoś nikt nie kwapi się z pomocą dla niepełnosprawnego człowieka w sile wieku,szkoda.
WSZYSTKO CO JEST TUTAJ OPISANE MIAŁO MIEJSCE NAPRAWDĘ  I STAN FAKTYCZNY JEST TAKI JAK OPISANY.
Jeśli chcesz przeczytać cały blog naciśnij na dole  czytaj więcej.

Niestety miłosierny Bóg  przewidział w swojej łaskawości że po wszystkich problemach związanych z leczeniem następstw wypadku trzeba będzie wrócić do żywych ludzi i do problemów sprzed zdarzenia.W każdym razie wielkie Mu dzięki za życie! Nie da się ukryć że cały ten blog jest stworzony jako prośba o wsparcie Was wszystkich POLAKÓW
Z TEGO TEŻ MIEJSCA PROSZĘ O WASZĄ MODLITWĘ.

             To właśnie ja, tak wyglądałem przed wypadkiem
Dla chcących do mnie napisać poniżej adres e-mail. Potrzebuję wsparcia i pomocy żeby przeżyć w tych bardzo trudnych czasach. Nie zbieram na flaszkę bo nie piję alkoholu ale chcę dożyć swoich dni godnie, poniżej jest możliwość.
Dziękuję wszystkim którzy zdecydowali się mi pomóc w przeżyciu !!!
Wszyscy marzymy o lataniu więc dla takich ludzi piszę tego bloga. Mam na imię Krystian i zetknąłem się boleśnie z tak prostymi statkami latającymi jak właśnie paraplany. Wymyśliłem sobie że jeśli już miałem wiele zainteresowań to trzeba spróbować czegoś nowego i padło na paraplan jako że łatwy (podobno)w obsłudze a także prosty w pilotażu i no co najważniejsze niezbyt drogi. Znalazłem takowy na Jednym z serwerów i pojechaliśmy kupić. Sprzedawca nawet przed sprzedażą go wypróbował i pokazał w locie,więc byliśmy pewni że nie kupujemy przysłowiowego kota w worku. Wszystko byłoby w porządku gdyby przed zakupem ktoś z nas wiedział co mamy kupić i co przedstawia wartość samą w sobie jako paraplan. Dopiero po zakupie wpadłem na pomysł że łatwość w obsłudze to jedno a korzystanie z tego co kupiliśmy to drugie.Pojechałem więc na nauki do kogoś kto powinien wiedzieć o co chodzi i nawet razem trochę polataliśmy,a trwało to mniej więcej tydzień i żadnego dokumentu na naukę niestety nie dostałem.
Tutaj też dołączam dane do ewentualnej wpłaty dla potrzymania życia mojego i rodziny:
ul.XXX-leciaPRL nr.12  05-311 Dębe Wielkie
mBank: 85 1140 2004 0000 3102 7445 8635 
Numer rachunku IBAN :PL85114020040000310274458635
Numer BIC :BREXPLPWMBK 
No więc zgodnie z tym co już pisałem zaczęliśmy od przeróbek sprzętu bo wózek niby motolotniowy to jednak zbyt ciężki jak na paraplan. Zaczęliśmy od fotela pilota i z takiego z fiata 126 p zamieniony został na stadionowy tzn. plastykowy i lekki, i wytrzymały zyskaliśmy jakieś 25 kg. dobrze. Potem zaczęły się przeróbki zawieszenia na bardziej miękkie zastosowaliśmy amortyzatory tylnej osi, błąd waga wzrosła o kilka kilogramów.A same amortyzatory nie poprawiały dynamiki lądowań. Nikt się jednak nie przejmował bo skrzydło miało udźwig 360 kg. a wózek z silnikiem ważył ok. 150 kg.czyli pozostaje jeszcze 210 kg.W końcu uznaliśmy że dosyć roboty trzeba polatać a przynajmniej spróbować. I tak jednego dnia właściciel, M. wykorzystał łąkę jednego ze znajomych do prób. I tutaj okazało się że doświadczenia z przeszłości nie wystarczą, licencja pilota samolotowego to w tym przypadku za mało trzeba mieć jeszcze umiejętności z opanowania paraplanu.
Efekt nieudolnych prób:
Złamane śmigło(nie do naprawy) i uszkodzone skrzydło(po prostu rozerwane śmigłem), dostałem polecenie usunięcia usterek, skrzydło trzeba było wysłać do wyspecjalizowanego warsztatu w góry. JESZCZE RAZ NADMIENIAM ŻE SPRZĘT NIE BYŁ MÓJ I NIE MIAŁEM ŻADNEGO UDZIAŁU W NIM.
Naprawa skrzydła trwała ok.3 tygodni ze względu na spore uszkodzenia. Pewnego dnia skrzydło wróciło z naprawy i po sprawdzeniu uznaliśmy że można dalej próbować nasz sprzęt, chociaż pozostało jeszcze wymienić połamane śmigło w poprzednich próbach. Wykonałem to w ciągu kilku godzin jako że dodatkowo posiadaliśmy jeszcze śmigło podstawowe czyli ćwiczebne ale już stałe nieregulowane. Ciąg jego był znacznie mniejszy jak tego wcześniej. jednak specjalnie nie było się czym przejmować ze względu na brak doświadczenia a także na fakt że na tym właśnie śmigle poprzedni właściciel przecież latał.
W końcu doszliśmy do wniosku że jednak pomimo chęci latania trzeba zdobyć jeszcze trochę umiejętności. Na jednym z portali znalazłem adres i telefon człowieka który o paraplanach wie prawie wszystko i po kontakcie umówiłem się z nim na kurs wstępny na jednym z lotnisk poradzieckich na pomorzu gdzie mieliśmy spróbować pouczyć się latania z prawdziwego zdarzenia. Mój znajomy, właściciel, sprzętu nie mógł jednak uczestniczyć w tym kursie a może po prostu nie chciał, i wysłał tylko mnie partycypując w kosztach. No i pojechałem. Po zaznajomieniu ze sprzętem szczęka mi opadła głęboko bo to co zobaczyłem daleko odbiegało od tego co posiadaliśmy. Inny wózek i konstrukcja a także skrzydło o znacznie większym udźwigu, i mocniejszy znacznie silnik ROTAX 912 100 HP. W ciągu tygodnia wykonaliśmy wspólnie kilka lotów i nawet doświadczyłem zaszczytu kołowania samodzielnie po pasie startowym lotniska, a także posterowania sprzętem w locie.